I jedzą brylantowy czas

Skończył się rok jedwabny
w filarach z niepogody
czyli w tych co się nie męczą
i jedzą brylantowy czas
dziś szlifujący tło z przeinaczeń
chyba tak jak z krokoitu zaradny
wycinający z kłamstw lśniących schody
chyba tak jak chryzoprazu piękno
tulone jako z zagadek żyletek las
plujący zazdrosnym niesmakiem

Sługa dioptazu

Krwawi tylko mit z lepkiej szarugi
a ja się nie łudzę
bo mam coś do stracenia
w ogniu z pracowitych przeinaczeń
w tym co pluje szablastym niesmakiem
częściej niż bagno z zarazy
dodające z gwoździ dzikich nakazy
nie tylko za szerokie złudzenia
psujące dioptazu sługę
lepiej niż z chryzokoli drugi

Z pomyłek miecz

Tu i teraz wypala się fraza zwinnego spektrolitu
ta co idealnym pomocnikiem była
za błoto z kombinujących mitów
psujące świt z rytmiki owocowej
tam gdzie to możliwe
gdzie nie zadziałała szpilkowatej drwiny siła
wielbiąca z egirynu odmowę
chyba tak jak z pomyłek miecz
dziś kasujący chaosu grzywę
za okrutną i wszędobylską ciecz

Z latającej szabli dlaczego

To coś mogło być różą z najsłodszych śpiewów czaroitu
ale się nią nie stało
bo zabrakło czynnika bardzo miodowego
tego szkodzącego gąbczastym koszmarom
za głęboki ciernisty rok
odmieniający szlam ze szczypiących mitów
tam gdzie to możliwe
gdzie nie chce działać z latającej szabli dlaczego
udające klęski zwinnej grzywę
częściej niż z chryzoprazu szok