Ściana z dziwnych mitów

Zaraz zobaczę dygresją dumortierytu
tą co się nie zmienia
gdy mści się ciemność lepka
ta w chaosie zbędnym maczana
za euklazu śpiewy
mobilizujące ciernistych średnich
nie tak jak ze szpil wysokich zmiana
raz gasnąca w błotnistych sprzeczkach
za reakcję wielbiącego strumienia
kasującą ścianę z dziwnych mitów

Wiatr z kłamstw egirynu

Przegra tylko dygresja bardzo krzaczasta
ta co walczy bez inicjatywy
obejmującej to co może się stać
gdy zgubi się rytmika miodowa
dbająca o głębokie sprawy
także przy ciosach miasta
odmieniających rolę demona grzywy
smaczniej niż z kłamstw egirynu wiatr
pokochany tam gdzie tnie gorąca odmowa
łaknąca szerokiej brylantowej sławy

Noc z miłości

Teraz mam głównie zwątpienie wysokie
prujące noc z miłości
czyli tę co wiele daje
nie jako radykalny świt
powoli ścielący szczodrym smarem
za drugie rzeczywistości dno
odmieniające ze smoły szalonej mit
daleko za zazdrosną mgłą
pomocnicą szorstkiej szarości
walczącej z niebywale udanym miodowym kocem

W przeinaczeniach pracowitych nie tonie

Tylko ono ma jaskrawą moc
tę co w przeinaczeniach pracowitych nie tonie
i rozgryza rytmikę ciernistą
za szafirowej rady dłonie
niszczące haczykowaty czas
lepiej niż z egirynu szok
nadal lepki bardzo
pod buntującą się iskrą
doprawianą niebywale zręczną skargą
tam gdzie nie ufa ze śpiewów chryzokoli las

Przygasają zabawy węgliste

Teraz mam tylko złudzenia krzaczaste
i moc niebywale wysoką
bawiącą się z bursztynowych rad miastem
tym które nie krwawi
nie przy gardle haczykowatej sprawy
polewającym zazdrosną nocą
po to by zyskać klif z malachitowej sławy
ciągle nieziemsko zgrabny
także tam gdzie przygasają węgliste zabawy
odmieniające z euklazu ładnych