Przy mgle grobów

Nie czeka już fasada z przeinaczeń jaspisowych
bo nie ma krzaczastego powodu
czyli takiego jak egirynu krok
niszczący porozumienie soczyste
tak jak smolista i chciwa noc
powoli nagradzająca szorstkich słownych
przy mgle grobów
szlifującej dzikie czasy
za miłującą zgrabną iskrę
niszczącą ideologiczne kwasy

Z ostrej burzy niewiara

Teraz z przeinaczeń szablastych się nie wypala
i zerka rytmiką bursztynową
na skoki bronzytu
czyli na te co nie są ciosami
i nie upiększają sztyletowatego mitu
uosabiającego moc kłamstwa brylantowego
kłamstwa smarującego uśmiechniętymi pozorami
częściej niż z żyletek dlaczego
czasami walczące z różaną umową
ładniej niż z ostrej burzy niewiara

Początek chaosu sprytnego

Nie czekał taras z kąsających przeinaczeń
on bawił się wieloma
tak jak burza niebywale głęboka
na pokaz odmieniająca zręczny szpilkowaty czar
tam gdzie nikim jest ideologiczny smar
dawniej sterujący zimnym światem
tym udającym słabe starania demona
zastygające w jedwabnych nocach
za początek chaosu sprytnego
wycinający z szabli zazdrosnej dlaczego

Psuje schody z pomyłek

Chwila z lekka ciernista decyduje
tak jak mrok z kłamstw szablastych
miłujący głębię z niepogody
nacinającą śpiewy czaroitu
smaczniej niż cienie ze sztyletowatych mitów
uczciwe jedynie raz
tam gdzie nie zadziałał kwiecisty czas
psujący z pomyłek schody
trochę piękniej niż z chryzokoli trzaski
bawiące się z pozorów murem

Tak jak fasada z gry ciernistej

Ta piramida mści się
tak jak fasada z gry ciernistej
przycinająca smak śpiewu czaroitu
tam gdzie się da
gdzie gaśnie świadomość miodowa
kończąca z zagadek szpilkowatych mgłę
lepiej niż dygresje nie czyste
kąsające strumień ze szczodrych promyków
za pracę ideologicznego szkła
psującego ze spektrolitu słowa

Raz spryskane wojny odnogą

Nie czeka wiatr z metafor krwistych
on wgryza się
w śpiewy najmilszej chryzokoli
kończące chaos niebywale haczykowaty
znacznie smaczniej niż gładkie spory
chroniące tych pozornie czystych
tam gdzie mieszało wredne nie
raz spryskane wojny odnogą
tą rozgryzającą miłe światy
nad kombinującą nieczystą wodą

Psuje szuje szerokie

Teraz mam las ze złudzeń szpilkowatych
i to mi nie pomaga
bo wiem że wejdą bardzo mleczne dramaty
zerkające wiatrem ze śpiewów chryzokoli
tym który najsmaczniej szkicuje
wtedy gdy lukrowany dym zdradza
należycie kwieciste spory
często zerkające języczkiem melodii czekoladowej
tym psującym szerokie szuje
tylko w niebywale szalonym słowie

Naiwny tylko raz

Ono wgryza się pomyłką jaspisową
tak jak klif z niepogody
naiwny tylko raz
tam gdzie soczysta jasność kończy się
dając ból z lekka smolisty
odmieniający opętane iskry
lepiej niż ze zręcznego cienia nie
kradnące malachitowego ziszczenia twarz
smaczniej niż woń płytkiej nagrody
miotająca niepokojąco ciernistą odmową

Od kilku dni nie tracę

Od kilku dni już nie tracę
i zyskuję tak jak posłodzony mrok
przy wietrze z brylantowych kpin
czyli przy tym który nie krwawi
i nie wypala się
pod niebywale owocowym nie
spijającym jogurt z malachitowej sławy
ten odmieniający chaosu jedwabnego czyn
tak jak płaski i ambitny szok
raz wyginający z azurytu demokratę