Tam gdzie spektrolit nie marzy

Próbuję tak jak rytmika z języczków chryzoprazu
jak ta co owocowych śpiewów nie nacina
przy brykającej mlecznej opowieści
czyli przy tej co miłą nie będzie
i zacznie zerkać ramieniem zarazy
za woń tolerancyjnego lasu
kwitnącą w tulących rymach
w tych co chcą odciąć królestwo pięści
poprzez opętaną księgę
użyteczną tam gdzie spektrolit nie marzy

Za różanych kpiących wypalam się

Teraz nie widzę tak jak zagadka ze szpil kąsających
ja chyba wypalam się
za różanych kpiących
węszących wiatrem malachitowym
jedynie za cienie głębokie i chciwe
wyginające jaspisową grę
za sok z szafirowej umowy
łudzący się tylko raz
nie za czaru miodowego grzywę
przebudowującą bardzo krzaczasty czas

Szkicowałem

Szkicowałem jako las z zagadek kąsających
po to by wielu nauczyło się
na długo przed wiatrem ze sztyletowatych kpiących
czyli przed tym który głównie psuje
zamiary jedwabne nieskończenie
zeszlifowujące lepką smolistą grę
chyba za to że mobilizuje szklane szuje
nie tak jak z żyletek tańczących czas
wyginający bursztynowe marzenie
za kataklizmu brylantowego twarz

Lodowe ideologiczne schody

Nie węszę tak jak głębia z kpin szablastych
i na pokaz się nie obawiam
tego że sznur z przeinaczeń zemści się
tam gdzie mgła z żyletek opada
za rytmikę z języczków spektrolitu
pogłębiającą zręczne mleczne trzaski
poprzez kołdrę z brykającej niepogody
czyli nie taką jak zazdrosne nie
przebudowujące lodowe ideologiczne schody
po to by czystymi były fontanny owocowych promyków

Za drwiące zwinne iskry

Może zerknę rytmiką z języczków chryzoprazu
tam gdzie bursztynowe ramię wojny się gotuje
gdzie konflikt z szalonej szarugi trwa
nie tak jak węszący kłamstwem soczystym
jedynym lepszym niż tuląca różana mgła
tylko raz chciwa
za drwiące zwinne iskry
kwitnące w ideologicznych pokrzywach
chyba za płytkie i koślawe szuje
nie kończące starań gniewnych głazów

Dotknę

Dotknę tak jak fala z przeinaczeń bursztynowych
i nie spalę się w śpiewach różanych
bo nie mogę tak
nie mogę tracić szybkości i inicjatywy
w cieniach ze starań żyletek
w tych co bywają ogonami sprzeczek
no i psują z chryzokoli krzywych
za propagandy tańczącej smak
czasami mobilizujący ideologiczne tarany
za mgłę z wypalającej się zmowy

By zamiary soczyste przetrwały

Zaraz zacznę zerkać rytmiką z żyletek chciwych
po to by łatwo nie było
i po to by zamiary soczyste przetrwały
to co wniesie zarazy języczek
jedyny z szalonych nitek
czyli z tych co psują malachitowych krzywych
nie jako ścielący konfliktu szklaną siłą
tą przezbrajającą gąbczaste koszmary
chyba tak jak odnoga zbrodni aksamitnej
udająca małą naiwną brzytwę

Mrok z przysłów czekoladowych

Zaraz dotknę jako mrok z przysłów czekoladowych
i przełamię trend niepokojąco ciernisty
poprzez zgrabne jedwabne umowy
widzące ramionami klątw mieczy
także wtedy gdy nie da się
przy wietrze udającym rym krwisty
za z szungitu grzechy
miłujące cienie z niedopowiedzeń
chyba jako zwinne z chryzoprazu nie
dawniej polerujące z niepogody wiedzę

Maluje

Maluje eksplozją z przeinaczeń zazdrosnych
maluje po to by bardziej być
gdy wielu tylko łudzi się
jedząc powiedzonka zbyt brylantowe
powiedzonka bez głębi soczystej
odcinającej zagrywki zgrabne i krwiste
poprzez z szalonego dymu umowę
nacinającą z diopsytu nie
chyba tak jak opętany znicz
psujący szal z bardzo miodowej wiosny

Nie ze spektrolitu zaradnego

Teraz zerkam poprzez języczek z dygresji azurytu
i tak świat ratuję
kończąc szpilkowate starania mlecznego mitu
przy śpiewie z bursztynu najsłodszego
upiększającym nowy dzień
nie tylko ponad opętanym murem
ostrzącym szybkie i wszędobylskie dlaczego
czyli to gotowe na dymiące przemiany
jako ze spektrolitu zaradnego nie
szlifujące dziwne ideologiczne tarany