Świt z czaroitu

Nie wyleję klifu z kpin kąsających
bo muszę barwnym być
za lśnienie kaleczącego przeinaczenia
psujące z czaroitu świt
jedyny niebywale czuły
za wiatr z ciernistych odbierających
najczęściej gotowy na wojnę lepką
wyginającą z turmalinu wrażenia
chyba tak jak z nefrytu dziecko
kończące z ideologii szklanej mury

Zagrywka z ideologicznych schodów

Krwawi przeinaczenie z wiatru bursztynowego
przeinaczenie nie ścielące chaosem głębokim
za z niepogody dlaczego
miłujące noc bardzo ciernistą
noc dotykającą uczucia z ciepłego miodu
jako klif z niepokojąco czarnej mocy
z tej co chce być sterującą iskrą
jedyną gotową na dzieje z żyletek
przy zagrywce z ideologicznych schodów
słodzącej dym z zaradnych sprzeczek

To dlaczego

To dlaczego wygrywa z przeinaczeniami bardzo szablastymi
tak jak najsłodszy erytryn
zdobywający wiedzę z języczków owocowych
wiedzę która się nie spali
w cieniu z kąsającej umowy
czyli w tym który szaleje
za szpilkowate nudne koszmary
po cichu pogłębiające z chryzokoli nadzieję
za płaskich sprytnych
ścielących opowieściami niepokojąco mlecznymi

Nie z nefrytu czującego

Wiatr z tych przeinaczeń staje się mieczem zaradnym
tym który nagle nie skończy się
w bagnie ze szpilkowatych obowiązków
czyli w tym co widzi ogonem koszmaru
częściej niż łykająca odnoga gry
łaknąca piejącej krwi
za klif z czekoladowego czaru
strzegący brylantowego porządku
jako z nefrytu czującego nie
tulące barwnych i pomocnych ładnych

Bóg z dymu łykającego

Nie myli się krew wlewająca śpiewy szpilkowate
krew sprytna za kąt kąsający
raz doprawiony chmurą z przeinaczeń dzikich
tą co psuje mosty z bursztynowych nut
z tych co pogłębiały gesty bardzo różane
gesty wygrywające ze zbędnym dramatem
nie tak jak mleczny kpiący
ostrzący szerokie mity
nie tak jak z łykającego dymu bóg
omyłkowo przezwany psującym wielu taranem

Sprzeczki z rogów

Chyba nadłamuję rytmikę niepokojąco ciernistą
i to tak jak wiatr z przeinaczeń mlecznych
z tych co nie męczą się
no i zerkają jako strumień ze śpiewów chryzokoli
kochający smakiem skrzydlatym
tam gdzie nauczają z aksamitu dramaty
te prawie kasujące małe pracowite potwory
za bardzo dziwne nie
szlifujące z rogów łykających sprzeczki
po to by odciąć retorykę krwistą

Szczodry turmalin sterować nie umie

Nie wygrywa ocean z przeinaczeń mlecznych
on bardzo męczy się
w śpiewach doprawionych błyskiem czaroitu
w tych co stają się cudami
po to by nie żałować
przy bagnie z dymiącej sprzeczki
udającym malachitowe nie
poprzez nitki z dzikich mitów
nie spryskane zwinnymi klątwami
tam gdzie szczodry turmalin nie umie sterować

Dawniej je mobilizował

Dymić zacznie z propagandy fala
ta co nie krwawi
nawet wtedy gdy wgryza się miecz z kpin
miecz niepokojąca dziki
jako języczek wojny mlecznej
kąpany w bardzo ciernistych czarach
w tych łaknących tylko czarnej sławy
tam gdzie gaśnie z azurytu rym
dawniej mobilizujący jedwabne promyki
przeciwko duszącej miodowe komplementy sprzeczce