Sok z promyczków najmilszych

Rozgryzam z przeinaczeń fale
tak jak mądry malachitowy czar
kończący z głębią mściwą
z tą która przeszkadza na gęsto
jako smarujący chaosu grzywą
poprzez chciwą skałę
udającą bardzo potrzebny dar
budujący spokój z czekoladowych języczków
po to by pięść przestała być pięścią
w soku z najmilszych promyczków

Widzę jako fala z nut szafirowych

Teraz widzę jako fala z nut szafirowych
jako ta co wiarę traci
w burzy stalowej bardzo
czyli w tej co z sobą nie skończy
w świetle z kąsającej klątwy
na pokaz słodzącym opowieści
i różanej rytmiki pięści
ponad wielką ciernistą skargą
ostrzącą wolnych bogaczy
tylko poprzez mlecznych słownych

Poświata z przeinaczeń

Poświata z przeinaczeń wgryza się
nie tak jak fala z chaosu
jak ta co najczęściej traciła
w soku z kochających głosów
w tym co najwyraźniej pomaga
gdy szkodzi bardzo szablaste nie
upiększane w cieniu ze szpil zazdrosnych
czyli w takim jak burzy siła
ścigająca owocowe brzmienie wiosny
to które nitkami miodowymi opowiada

Fala z drwin szpilkowatych

Fala z drwin szpilkowatych
tylko ona na gęsto poznaje
gdy pęka wiara z języczków malachitowych
wiara ciepła za śpiewy wiosny
za te co psują ostrze z niepogody
miłujące ciche głębokie dramaty
także przed szczypiącym koszmarem
nacinającym szafirowych słownych
nie tak jak miecz inaczej radosny
ciągle bardzo modny