Nie polane słowem ze światła

Przekręt nie spala się w wyobraźni czekoladowej
w tej co widzi falami z szafirowych przysłów
nie po raz ostatni
i nie tylko tam gdzie spokój jest języczkiem z chryzokoli
tym zwykle nie stratnym
zwykle głaszczącym jedwabną umowę
jako przeciwieństwo deszczu pocisków
najczęściej bardzo miodowe
po to by zwątpiły z żyletek potwory
nawet te nie polane ze światła słowem

Szpila z umowy szalonej

Kobiecość z nut malachitowych
ona zawsze będzie głęboką
i trafiającą w sednu z bursztynu
w to które wieloma się bawi
za esencję zgrabnego rymu
ucinającą opowieść z cieni
chyba nie dla jaskrawej sławy
kapiącej na policzek zmęczonej ziemi
tak jak pomalowany szczodrą nocą
za szpilę z szalonej umowy

Lepka naiwna wiosna

Zakończę jako wzmianka z szabli zazdrosnej
no i się rozpłynę
w rytmice z radykalnego malachitu
czyli w tej która zawsze mądrą będzie
także tam gdzie kończy się akceptacja ślepa
przy mieszających skrzepach
miłujących czarną księgę
nie tylko za plecami mitu
odbudowującego z ideologicznego mleka krainę
poprzez lepką naiwną wiosnę

Kończy lepkie dzikie klęski

Chwila ta buduje szpilkowatymi głosami
buduje po to bym tracił w wietrze z kpin
czyli w tym który się nie łudzi
i wlewa z przeinaczeń klątwy
jako malachitowy pomagający
nacinający z azurytu wrażeniami
za z cieni czyn
pogłębiający z pragnień brudy
także w świetle ze zgrabnych opowieści
kończącym lepkie dzikie klęski

Przy pustyni z szablastych głosów

Przytula tak jak wiatr z magii miodowej
jak ten wycinający macki zarazy
poprzez owocową umowę
miłującą z czekolady cienie
tam gdzie zastygnie skok chaosu
ten bez szafirowej twarzy
dającej z miodowych promieni zrozumienie
czyli to które nie zabłądzi
przy pustyni z szablastych głosów
ostrzącej szybkich drwiących

Czyn z czekolady dziwnej

Poczekałem jako miasto z wiedzy jaspisowej
z tej która się nie wypala
i widzi poprzez ciemność z żyletek chciwych
z tych co nie mogą tracić
przy pasztecie z haczykowatych krzywych
pijącym z miłego jedwabiu umowę
wyraźniej niż szybka ciernista wiara
miłująca wiatry ze szpilkowatych kpin
czyli z tych co malują bogaczy
poprzez z czekolady dziwnej czyn

Demony ze szlamu kąsającego

Teraz moja niewiedza jest mieczem szalonym
tym co widzi falami z kpin krzywych
i to mu pomaga
wyraźniej niż ciemność szczodra
ciemność nigdy mądra
i niemal co dzień ostra
po to by zwątpiła malachitowa wiosna
wykąpana jako zdrada
za soczystych prawdziwych
tnących ze szlamu kąsającego demony

Nie maczana w bigosie ze sprzeczek

Ogień tej rytmiki nacina przeinaczenia z żyletek
nieco smaczniej niż łza jaskrawa
łza bardzo wychylająca się
po to by dodać mało
i to jako nie tak jak krok szpilkowatego problemu
łaknący sprytnego dżemu
czyli tego co nie ufa ciernistym czarom
i nadgryza z dymu grę
wyraźniej niż malachitowa wiosny sława
nie maczana w bigosie ze sprzeczek

Szuja z płomyków czarnych

Filary z szablastych przeinaczeń sterują
nie tak jak klif z klątw
ten co najczęściej jedwabne wersety odgryza
jako barwa szalona
nie stygnąca w opowiadających rysach
ona tak nie może
gdy brak ze skaczącej niepogody demona
kąpanego w zazdrosnym mrozie
chyba tak jak ciernisty grom
sypiący z czarnych płomyków szują