Atakuje za rozebrane powiedzonka

Rozjaśnienie to buduje cuda nieziemsko staranne
dlatego ja nie gasnę
tam gdzie radykalne nie jest potworem
miłującym cienie ze sztyletów
wyraźniej niż w ideologicznym mleku
czyli w tym co najczęściej wygina
i nie potyka się w szafirowych rymach
słodzących życia szkołę
nie tylko za z chorób masłem
atakującym za powiedzonka rozebrane

Nad królestwem z miodowego rymu

Lśnienie to cudów starannych nie buduje
bo krwistym musi być
częściej niż las z kpin szablastych
miłujący czerń kąsającą
ostrzącą kroki klątwom
za galaretowate szuje
kończące z łykających cieni mit
tam gdzie utalentowanymi są trzaski
prawie kasujące optymizm turmalinu
nad królestwem z miodowego rymu

Bitwy rubinowej nogi

Fale z tych uprzedzeń malują lśnieniem choroby
miejsca kiedyś kochane
miejsca nigdy szczypiące
i zwykle bardzo ciepłe
za drwin fundamenty
polerujące szablastych wyklętych
poprzez mleczną sprzeczkę
miłującą z cieni zgrabnych klątwę
przy najczęściej odgryzającej bramie
prawie pijącej bitwy rubinowej nogi

Nie obejmie ich umowa z malachitu

Siać mogę jako bursztynowa odnoga prawdy
i tylko jako ona
tam gdzie przyjaciele nie są jako sok szczodry
wyłamujący fale z chorób
po to by żyła uczciwość brylantowa
likwidująca czarnych twardych
z krzaczastym okrzykiem demona
czyli z tym który polerował mądrych
przy lasach z kąsających sporów
przy tych których nie obejmie z malachitu umowa

Tylko raz zmowę polerowała

Kroki z tej zdrady miały sztyletami być
ale nagle i na gęsto zwątpiły
tam gdzie pewniki są piasku ziarenkami
tymi które nie budują
i sprzyjają haczykowatym szujom
chyba tylko po to by w cieniu smacznym żyć
w tym który gubi szablaste siły
głównie ze zgrabnymi przeinaczeniami
czyli z tymi lepszymi od cienkiej gry słownej
od tej co tylko raz polerowała zmowę

Z dołów łykających niewiara

Polityka ta to ze szpil fala
ta która na gęsto poznaje
przy dymie z kpin skaczących
przy tym który nigdy nie podda się
i wzmocni z ciosu nie
czasami pijące z rad błyski
dbające o tulących czystych
o tych za sprawę szafirową krwawiących
tam gdzie zapomina się sztyletowatym czarem
takim jak z dołów łykających niewiara

Kreator chmur jedwabnych

Za chwilę wejdę tak jak z kłamstwa dym
jak ten co na gęsto poznaje
i to poprzez fale z propagandy
czyli poprzez te co błędy ostrzą
nawet między powiedzonkami ładnych
na pokaz nie podobnymi do świń
do tych co miotały kamiennym czarem
głównie po to bym nikim się czuł
także przed nieziemsko szczodrą wiosną
kreatorką jedwabnych chmur

Nie raz rozgryzła mur z przeinaczeń

Tylko ten spryt jest tym z nut czekoladowych
tym przecinającym cierniste umowy
w ciemności nieskończenie dzikiej
ścielącej sztyletowatym mitem
tym co pogłębiał problemy nie raz
i nie tylko jako wojny twarz
na szaro sobie radząca
przy lepkich przysłowiach słońca
czyli przy tych walczących tak jak cudowna sól
jak ta co nie raz rozgryzła z przeinaczeń mur