Tuli wodę wielką i mądrą

On jest jak świt z soków które na jasno dbają
dbają tak że niepogoda spływa
niepogoda bardzo wysoka
nie raz nazwana piekła języczkiem
także tam gdzie słońce atakowało miodem
tam też było ze szczebelków jedwabnych wiarą
tą której nie ubywa
przy ciernistych chmur skokach
nie nazywanych koślawym mitem
tym tulącym wielką i mądrą wodę

Nie tonący w brudach szczypiących

Rośnie z gry fala
ta spijająca z gestów bukiety
także przy owocowych czarach
przy tych co wskakują tkaniną ze ziszczenia
tą dbającą tak jak rzeka z kryształów uśmiechniętych
rzeka która miodową radą świeci
no i wymiata haczykowate przeinaczenia
te co ujmują wiary w cuda
gdy brakuje z deszczu świętych
tych nie tonących w szczypiących brudach

Przy najwyższym czarnym demonie

Spryt ze szpil skaczących przyśpiewką soczystą
on trwa tylko w chwili doprawionej barwą tulącą
potem znika tak jak ostoja pomalowana ziszczeniem
ziszczeniem które nie raz było falą z owoców
tą nie nazwaną przeinaczeniem
nawet pod zazdrosną iskrą
pod tą która radzi giętkim klątwom
i w ślepych zamysłach nie tonie
w tych udających jeziora z miodowych głosów
kwitnące przy najwyższym czarnym demonie

W mieście

Ścielę mitem z owoców tulących
ścielę po to by kąsające szpile pękały
nie tylko w świetle miodowego dnia
w tym głaszczącym tak jak z cudów jezioro
nawet wtedy gdy nie nadgryza gra
ta wlana w mgłę z czynów szorstkich
w tę pomagającą szklanym potworom
lepiej niż ze spijającego ognia pościg
pościg rozbudowujący sztyletowate czary
w mieście z niebywale czarnej klątwy

Kochają krzywy pęd spraw

Nie nosił z klęsk miecz chciwy
on tylko czekał falami z gryzącego powietrza
czekał i nie wskakiwał czarem szpilkowatym
bo mu się to nie opłacało
gdy smród spijał wiarę i odwagę
tam gdzie rozbłysk z miodu siał radę
czyli pod jedyną lukrowaną skałą
pod tą rwącą zazdrosne kraty
tak jak z jedwabiu tuląca i o niebo lepsza
od tych kochających pęd spraw krzywy